Wakacje w Pakistanie 🇵🇱

Od prawie dwóch tygodni jestem w Anglii dokąd przyleciałam prosto z Pakistanu po tygodniu spędzonym na północy kraju w miejscowości Nathia Gali (po kliknięciu na ten link po prawej stronie pojawi się chrześcijański kościół nadal odwiedzany, co widziałam na własne oczy, bo wielokrotnie przejeżdżaliśmy obok niego), którą odwiedziliśmy w zeszłym roku tuż przed wyjazdem do Omanu. Kiedy ludzie, z którymi obecnie pracuję słyszą, że właśnie byłam na wakacjach w Pakistanie  są raczej zaskoczeni, co mnie nawet bawi, bo po prostu ich pojęcie o Pakistanie jest zupełnie odwrotne do rzeczywistości. Nie mają pojęcia jaki to piękny kraj.

Po czterech miesiącach spędzonych w skwarze pustyni, albo raczej w klimatyzowanej hermetycznej przestrzeni w ucieczce przed nim, pragnęłam jedynie zaszyć się z zieleni. Oczywiście w pakistańskiej zieleni, bo od momentu wylotu z Pakistanu we wrześniu ubiegłego roku nie mogłam się doczekać powrotu. Nie macie pojęcia ile razy zalewałam się łzami na samo wspomnienie Pakistanu, szczególnie jak w Omanie było pod górkę, czyli prawie przez cały czas. Dlatego też biorąc pod uwagę to, że miałam tylko niewiele ponad tydzień przed wyjazdem do Anglii, chciałam spędzić ten czas po prostu w górach i w lesie.  Na początku mieliśmy pojechać bardziej na północ do Gilgit, ale nie chciałam lecieć samolotem, ani spędzać kilku dni w drodze mając do dyspozycji tylko siedem dni wolnego. Poza tym, bardzo w lipcu padało i w niektórym miejscach pojawiły się osuwiska, więc postanowiliśmy po prostu pojechać w znajome już miejsce, bo w zeszłym roku spędziliśmy tam tylko dwa dni, więc bardzo chcieliśmy wrócić.

Po przylocie spędziliśmy cały dzień w moim ukochamy Islamabadzie, gdzie B. wlókł mnie po sklepach, żebym kupiła sobie nowe ubrania, czego nie znoszę, ale zarówno on jak i jego siostra stwierdzili, że muszę wymienić garderobę. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że w Pakistanie dziewczyny często zakładają nowe ubrania kilka razy, po czym oddają je potrzebującym lub uboższym krewnym i kupują nowe. Ja z kolei noszę ubrania dopóki prawie nie nadają się do wyrzucenia, choć rzeczywiście przejrzałam szafę i sporo rzeczy oddałam. Kupiłam też dwie nowe kurty, co było idealnym kompromisem, bo negocjacje zaczęliśmy od pięciu. Pierwszego dnia pojechaliśmy też do mojego ulubionego miejsca w Islamabadzie, ogromnego parku Fatima Jinah, gdzie spędziliśmy godziny spacerując kiedy mieszkaliśmy w Pakistanie. Uwielbiam ten park, jego bujną zieleń, to, że znajduje się w samym środku miasta, że zawsze jest tam pełno ludzi, którzy zjeżdżają się rodzinami i czasami nie można nawet znaleźć miejsca parkingowego. Płakać mi się chce na samą myśl. Oto dwa filmiki:

 

 

Tego samego dnia i następnego też odwiedziliśmy naprawdę fajną kawiarnio-restaurację Loafology Bakery & Cafe znaną jako Europejska Piekarnia w Islamabadzie, nowoczesne miejsce dla młodych (i trochę starszych też) ludzi, trochę drogie jak na Pakistan, ale bardzo przyjemne. Na dodatek szefem kuchni jest podobno Polak, choć akurat wtedy był na wakacjach. Szkoda, bo chcieliśmy się z nim przywitać.

Drugiego dnia odebraliśmy wynajęty samochód i wyruszyliśmy w drogę. Zabrała się z nami też znajoma para, choć jechali swoim samochodem, bo planowali zostać tylko na weekend, a my na cały tydzień. Nathia Gali znajduje się tylko 80 km na północ od Islamabadu, ale tuż po opuszczeniu miasta trasa wiedzie przez góry co oznacza, że trzeba po prostu jechać wolniej, bo jest dużo ostrych zakrętów. Zapomniałam jak absolutnie szaleńczo ludzie w Pakistanie jeżdżą, a może z racji tego, że od prawie roku sama jeżdżę, zaczęłam bardziej rozumieć i zwracać uwagę na jazdę, choć w Pakistanie pewnie zawsze będę tylko pasażerką.   Ludzie po prostu jeżdżą bardzo niebezpiecznie  i mają w nosie innych kierowców, pchają się na zakrętach i to nawet w górach, gdzie trzeba zachować szczególną ostrożność. Po 3-4 godzinach dość męczącej podróży, bo to była sobota, a bardzo dużo ludzi wybiera się w weekend w góry na dwa dni, żeby uciec od upałów (choć 30 stopni w Islamabadzie to nic w porównaniu z 50 w Omanie), a poza tym, gdzieś po drodze oberwał się kawał góry i ruch był jednostronny, dojechaliśmy do zarezerwowanego wcześniej hotelu. Nie za bardzo mnie na początku zachwycił, bo było wokół niego bardzo tłoczno, ale okazało się, że to tylko front hotelu taki był, bo tył wychodził na dolinę z widokami na góry.

Spędziliśmy tam trzy dni, praktycznie chodząc po górach. Jednego dnia weszliśmy na  Miranjani, najwyższy szczyt w okolicy. Trochę męcząca to była wspinaczka, ale cudownie było być jednocześnie w górach i w lesie! Oto kilka filmików z tych pierwszych kilku dni.

 

 

Tutaj mam mały kryzys wytrzymałościowy, a B. mówi “Masz co chciałaś”, bo rzeczywiście od miesięcy marudziłam o tym, że chcę jechać w góry, a później marudziłam, że nie mogę dalej iść.

Po trzech dniach postanowiliśmy wrócić do hotelu, w którym zatrzymaliśmy się rok temu. Jest on mniejszy, ale naprawdę spokojny i schowany gdzieś w kąciku Nathia Gali z dala od tłoku, sklepów i samochodów. Udało się nam nawet dostać ten sam pokój co rok temu, bo widok z tarasu jest nieziemski. Zobaczcie sami!

Spędziliśmy tam kolejne trzy dni, ale wybieraliśmy się jedynie na krótsze lub dłuższe wycieczki w górach i po lesie. Po raz pierwszy w swoim życiu zaliczyłam też wyciąg krzesełkowy. Strasznie się bałam, bo ja w ogóle nie jestem zbyt odważna, ale było super!

 

Rewelacyjne są te tabliczki z różnymi pro-środowiskowymi hasłami, np. “Zaadoptuj mnie! Moi rodzice zginęli przez tak zwany ‘rozwój'”, “Każdego dnia dostarczam tlen czterem osobom. Nie sądzisz, że warto mnie chronić?”, “Każdego roku tracicie nas 15 miliardów. Chrońcie mnie albo zgińcie”.

Pakistan w porównaniu z Omanem, to dzień do nocy. Nawet temperatura była niższa o jakieś 30 stopni, a wieczory było tak chłodne, że siedzieliśmy pod kołdrą oglądając telewizję.

Ten cudowny tydzień zleciał zbyt szybko. Dzień przed wylotem do UK wróciliśmy do Islamabadu zrobić pranie, dokończyć zakupy i tyle. Rzecz w tym, że wcale nie musiałam do UK lecieć i strasznie tego żałuję. Wspólnie podjęliśmy tę decyzję myśląc, że w tym roku B. dostanie wizę turystyczną, żebyśmy przynajmniej  spędzić razem 2-3 tygodnie, ale znowu się nie udało. Nienawidzę brytyjskich władz właśnie za to, że są tak strasznie rasistowskie. Jest to jeden z powodów, dla których już nie chcę tu przyjechać za rok. Kolejny powód to Brexit, a ostatni to to, że mam już dość pracowania w kółko bez przerwy i bez prawdziwych wakacji. Powinnam teraz być z B. i cieszyć się wakacjami, a zamiast tego znowu jesteśmy rozdzieleni.  Inshallah, pięć następnych tygodni szybko zleci …

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s