Wycieczka Nizwa-Salalah: Część Pierwsza 🇵🇱

Trudno o porządne wakacje na początku grudnia, przynajmniej w moim doświadczeniu. Kiedy mieszkałam w San Sebastian, mieliśmy wprawdzie wolne 6 grudnia z powodu Święta Konstytucji i 8 grudnia z racji Niepokalanego Poczęcia, ale i tak 7 grudnia, z tego co pamiętam, musieliśmy iść do pracy. W ogóle bez względu na to czy byłam na studiach czy w pracy, początek grudnia wydawał mi się znaczniej bardziej zapracowany niż inne momenty w roku, przede wszystkim ze względu na powtórki czy egzaminy końcowe. Jednak rzeczy się mają tutaj nieco inaczej i ni stąd ni zowąd  dostaliśmy 10 pełnych dni wolnych, a wliczając ostatni dzień, kiedy to już nie było pracy z powodu zakończenia cyklu, ale i tak musieliśmy się pokazać, to 11 dni. Pierwszy i drugi grudnia (piątek i sobota) to był weekend, później trzeciego i czwartego (niedziela i poniedziałek) obchodzono Święto Narodowe Omanu, które tak naprawdę miało miejsce 18 listopada. Piątego grudnia (wtorek) były urodziny Proroka, a siódmy i ósmy (środa i czwartek) uniwersytet ustalił jako dni wolne związane z przerwą międzysemestralną. Wyszły z tego wszystkiego przyzwoite wakacje, które wyjątkowo nam się należały z powodu stresu wywołanego opóźnionymi o miesiąc pensjami, które jednak, muszę przyznać, pojawiły się 1-2 dni przez rozpoczęciem wypoczynku.

Nie jestem do końca pewno dlaczego postanowiliśmy jechać tak daleko, bo dalej w Omanie już się raczej nie da. Moi uczniowie wcale mnie do tego nie zachęcali, bo Salalah jest najpiękniejsze, bo dosłownie skąpane w bujnej, soczystej zieleni, w okresie monsunowym o nazwie khareef, który trwa od połowy czerwca do połowy września. Chyba im trochę nie dowierzałam i miałam nadzieję, że jeszcze trochę zielono będzie, za czym chyba tutaj najbardziej, w otoczeniu nagich gór i brunatnej pustyni tęsknię. Uczniowie mieli rację, bo nie było za bardzo zielono, choć jeszcze jakieś ślady po tym sezonie pozostały. Zdjęcia poniżej przedstawiają Salalah w okresie khareef właśnie, nie zostały więc zrobione przez mnie, ale znalezione w internecie.

 

Pamiętam też jak studiowałam mapę Omanu jeszcze przed przyjazdem i nie widziałam zbyt wielu dużych miast, a Salalah było jedynym na południu kraju, co rozbudziło moją ciekawość. Ładnie mi też brzmiała jego nazwa. Poza tym, ten pierwszy cykl w pracy był tak stresujący, że naprawdę potrzebowałam porządnej wycieczki, dzięki której mogłabym się na chwilę oderwać od rzeczywistości. W zasadzie jednak to pomysł tej właśnie wyprawy podsunął nam mój kolega z pracy, a ktoś inny dorzucił, że lepiej wybrać się w podróż wybrzeżem aniżeli autostradą z Nizwy, którą jest znaczniej szybciej, ale za to mniej ciekawie. Okazało się to prawdą, bo mieliśmy szansę skorzystać z obu tras (z drugiej w drodze powrotnej). Na szczęście i wbrew przestrogom innych, z racji tego, że wyruszyliśmy 3 grudnia, czyli jak już większość ludzi w Omanie rozpoczęła wakacje (każdy miał wolne 3-5 grudnia), a wracaliśmy po tym, jak większość już wróciła (nie wszyscy mieli 6-7 grudnia wolne), to drogi były przez prawie cały czas puste, a już na pewno od samochodów osobowych. Z tych wszystkich powodów postanowiliśmy jechać właśnie trasą poniżej, a plan był taki, żeby w czasie wyprawy zobaczyć jak najwięcej wybrzeża.

Screen Shot 2017-12-08 at 16.41.17

Sama jazda do Salalah miała trwać dwa dni. Pierwszy dzień miał być bardziej spokojny, tj. mieliśmy w planach dojechać z Nizwy do Duqm, a większą cześć trasy pokonać dnia drugiego, tj. Duqm do Salalah.

Screen Shot 2017-12-08 at 16.49.30
Plan na dzień pierwszy

 

Screen Shot 2017-12-09 at 00.02.10
Plan na dzień drugi

Kiedy planowaliśmy podróż, pomyślałam sobie wprawdzie, że lepiej by było, gdybyśmy przejechali więcej już pierwszego dnia, bo ta trasa jest śródlądowa i mało urozmaicona. Mielibyśmy wtedy więcej czasu na podziwianie wybrzeża drugiego dnia, ale nie mogliśmy niestety znaleźć w internecie żadnych informacji na temat noclegów między Duqm i Salalah, a mimo to, że niczego też w Duqm wcześniej nie zabukowaliśmy, ponieważ dostępne opcje były dość drogie,  stwierdziliśmy, że z racji tego, że jest to większe miasto, na pewno znajdziemy gdzieś pokój w jakimś pensjonacie, który w internecie jeszcze nie figuruje.

Wyruszyliśmy dość późno, bo około 10.30 rano w niedzielę 3 grudnia. Droga do Duqm była dość monotonna, a drogi praktycznie puste. Zatrzymaliśmy się dwa razy na stacji paliw, żeby zatankować, rozprostować nogi i zjeść obiad. Krajobraz nie różnił się zbytnio od tego, co mamy w Nizwie, choć w pewnym momencie pojawiło się coś na kształt wydm, których jednak nie udało nam się utrwalić zbyt dobrze ani na zdjęciu, ani w formie filmiku. Najbardziej z tego odcinka pomiętam, że śmieszne mi się wydawało to, że jadąc pustynią, jakoś się tak złożyło, że słuchaliśmy świątecznych piosenek, które też zaczęli już puszczać w radiu. Doświadczyłam też fatamorgany, bo wielokrotnie wydawało mi się, że jest na horyzoncie jakieś morze albo jezioro, co oczywiście było nieprawdą. Przypomniało mi się wtedy “W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza. Poniższy filmik podsumowuje pierwszą część naszej wyprawy, tj. Nizwa-Duqm.

 

Dojechaliśmy do Duqm około 5 popołudniu, ale ponieważ słońce było jeszcze dość wysoko na niebie i jak już mówiłam, nie mieliśmy zabukowanego noclegu, postanowiliśmy podjąć ryzyko i kontynuować podróż. Przed wyjazdem rozważaliśmy też opcję spania w namiocie, więc kupiliśmy specjalnie na tę okazję mały namiot, wzięliśmy poduszki, koce i miskę, a także 40 litrów wody, w razie gdyby przyszło nam się myć bez łazienki. Mieliśmy też sporo jedzenia i wody pitnej, więc pomyśleliśmy sobie, że pojedziemy do Ras Madrakah i spędzimy noc na plaży.

Screen Shot 2017-12-09 at 00.37.40

Kiedy więc zobaczyliśmy znak ‘Plaża Ras Madrakah 14 km’, skręcilismy w lewo i jechaliśmy spory kawałek bardzo dobrą drogą asfaltową, która wprawdzie się wkrótce zmieniła w drogę bez asfaltu, ale nadal była na tyle dobra, że postanowiliśmy kontynuować. Po jakimś jednak czasie i z pomocą Google maps okazało się, że droga tak nie prowadzi nas do nikąd, a już na pewno nie na plażę, a poza tym zaczęło się robić ciemno. Postanowiliśmy więc zawrócić do głównej trasy, choć i tak straciliśmy na to ponad pół godziny, jak nie więcej. Jak już wspomniałam, nie mogliśmy znaleźć żadnych informacji na temat noclegów, ale nie chcieliśmy się wracać do Duqm, bo byliśmy już ponad 50 km od tego miasta, a choć panowała już ciemność, nie było jeszcze tak wcale późno, więc postanowiliśmy jechać do oddalonej o 180 km wioski rybackiej Lakbi, którą już też wcześniej braliśmy pod uwagę. Mieliśmy nadzieję, że znajdziemy jakiś nocleg albo tam, albo po drodze.

Screen Shot 2017-12-09 at 00.49.29

Jazda po ciemku to nie jest moje ulubione zajęcie, szczególnie jak nie wiem, gdzie jestem. Poza tym, bardzo szybko tu się robi ciemno i już około 19 ma człowiek wrażenie, że jest środek nocy. Trochę byliśmy poddenerwowani tym, że o tej porze nie wiedzieliśmy jeszcze gdzie będziemy spać, bo nocleg na plaży to jedno, a spanie gdzieś na uboczu to już nie to samo i za bardzo nam się nie uśmiechało. Zatrzymaliśmy się kilka razy w przydrożnych restauracyjkach/jadłodajniach żeby zapytać o nocleg, ale wszędzie kazali nam jechać dalej. Za każdym razem jak widzieliśmy w oddali skupisko świateł mieliśmy nadzieję, że coś znajdziemy i za każdym razem byliśmy rozczarowani. W końcu natknęliśmy się na patrol policyjny, który poprosiliśmy o wskazówki, ale powiedzieli nam to samo – jechać do Lakbi, do którego nadal mieliśmy około stu kilometrów i zapytać o nocleg na stacji paliw. Już wtedy byłam zmęczona jazdą, ale nie mieliśmy wyjścia. Kiedy w końcu tam dotarliśmy okazało się, że wszystkie pokoje są zajęte i nie ma innej opcji noclegu. Już myśleliśmy, że będziemy spali w samochodzie, kiedy to podjechał do nas jakiś młody miejscowy Omańczyk i zapytał w czym problem, bo chyba już widział naszą rezygnację. Powiedział nam, że napewno znajdziemy nocleg w miejscowości Shalim oddalonej o … kolejne 100 km. Wcale mi się ten pomysł nie podobał, bo przejechałam już tego dnia około 700 km, a kiedy okazało się, że trasa prowadziła przez góry, kategorycznie odmówiłam dalszej.

Cdn.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s