Oman odc. 6 🇵🇱

Trzy tygodnie później i choć sprawy się mają jakby trochę lepiej, to i tak daleko nam do normalności, bo np. nadal czekam na pierwszą pensję, która jest już opóźniona o dwa tygodnie i nikt nie wie, kiedy wpłynie. Brak płynności finansowej jednego z najbogatszych krajów świata to średnio przyjemna sytuacja i choć już sam odcinek wypłaty już mam, czyli jestem w systemie, trudno się tym cieszyć. Na szczęście mamy oszczędności, ale nie są one raczej po to, żeby je przejadać, skoro się wyjechało do nowego kraju do pracy… Podobno taka sama sytuacja miała miejsce dwa razy w zeszłym roku i później wszystko wróciło do normy, ale gdybym wiedziała o tym wcześniej, wątpię, że byśmy tu przyjechali. O takich rzeczach jednak oczywiście na rozmowie kwalifikacyjnej się nie mówi…

W pracy jest okej, ale nie ma wątpliwości co do tego, że brak pensji sprawia, że człowiek podchodzi do pracy mniej entuzjastycznie. Już pracuję jako wolontariusz na Ted.com i nie przyjechałam tutaj na wolontariat, choć na razie wychodzi na to, że tak. Poza tym, bardzo się dla mnie liczy rozwój zawodowy, a niestety tutaj raczej rozwijać się nie będę, choć odniosłam na początku całkiem inne wrażenie. Myślałam, że będę robiła coś podobnego do tego, czym się zajmuję na Uniwersytecie w Liverpoolu, np. pisanie akademickie, ale poziom moich obecnych uczniów zupełnie mi na to nie pozwala. Jest to dla mnie spore rozczarowanie i choć staram się myśleć pozytywnie, to nie sądzę, że ta praca pomoże mi w przyszłej karierze zawodowej.

Z lepszych wieści to to, że od trzech tygodnie jeżdżę samochodem i choć większość ludzi prowadzenie samochodu uważa za sprawę oczywistą, dla mnie to nadal nowe i ciekawe doświadczenie. Od dziesięciu lat mam już prawo jazdy, ale tak naprawdę po jego zdaniu jeździłam tylko trzy razy w życiu, bo dwa dni po egzaminie wyjechałam do Anglii, gdzie przez myśl mi nawet nie przyszło, żeby jeździć, z racji tego, że człowiek bez przerwy stoi w korkach i jest problem z miejscami parkingowymi. W San Sebastian nie jeździłam nawet autobusem (no, może ze trzy-cztery raz w ciągu czterech lat), wszędzie chodziłam na nogach. Później w Londynie i w Liverpoolu poruszałam się rowerem, a w Islamabadzie jeździł B., i choć wprawdzie kilka razy ćwiczyliśmy moją jazdę, to i tak wiedziałam, że w Pakistanie raczej jeździć nie będę, bo tamtejsze zasady ruchu są dla nas Europejczyków raczej trudne do ogarnięcia. Nigdy więc nawet nie sądziłam, że wsiądę do samochodu jako kierowca, i że w ogóle jestem w stanie jeździć, jak na dorosłą osobę przystało (może dlatego trudno mi myśleć o sobie w kategoriach osoby dorosłej). Kiedy więc jakieś pięć tygodni temu okazało się, że będę musiałam jeździć, spanikowałam i moja pierwsza myśl była taka, że będziemy poruszali się wszędzie taksówką. Na szczęście, dzięki zachęcie B. i bardzo szybko-myślącej K., od której najpierw wynajmowaliśmy, a potem kupiliśmy samochód, wszystko poszło sprawnie i szybko, no i jeżdżę, bez wielkich na razie problemów. Na początku myślałam, że będę jeździła tylko do pracy i na zakupy, a tu się okazało, że ciągle muszę gdzieś jechać do nowych miejsc i zawozić w nie różne osoby, nawet czasami łącznie z ich dziećmi. Po prostu, wrzucono mnie na głęboką i do tej pory, dzięki Bogu, nie utonęłam! Najdłuższą trasę jaką pokonałam to jakieś 320 km do Maskatu nad morze, trasą, gdzie limit prędkości nie spada poniżej 100-120 km/h, co tutaj niestety oznacza, że wolniej się nie powinno. Oczywiście, jeżdżę jak uważam za słuszne, choć presja utrzymania prędkości jest ogromna i już rozumiem, dlaczego mnie przed tutejszymi kierowcami przestrzegano. Poza tym, nawet w mieście prędkość może wynosić 100-120 km/h i nagle spaść do 60, na przykład. Ludzie też wyprzedzają albo na trzeciego, albo po prostu na głupka, bo widząc zbliżające się z dużą prędkością z naprzeciwka auta. Naprawdę, trzeba mieć tu oczy i uszy szeroko otwarte, co dla nowego kierowcy, który boi się jeździć w nowe miejsca, jest nie lada wyzwaniem, no ale wychodzenie ze swojej strefy komfortu mam już chyba zapisane w genach (tylko od kogo??), więc po prostu raz na zawsze muszę się nauczyć jeździć.

B. robi to samo, tzn. wychodzi poza swoją strefę komfortu. Zaczął jeździć na rowerze, ale nie na takim miejskim, na jakim z reguły jeżdżę ja, ale na kolarzówce. Zaczął po prostu uprawiać kolarstwo szosowe z pomocą profesjonalnego trenera, Polaka, swoją droga, który już od kilku lat próbuje zaszczepić swoją pasję, zarówno Omańczykom, jak i nie-Omańczykom, z niezłym wynikiem. W międzyczasie nadal próbujemy załatwić dla B. bardziej stałą wizę niż ta turystyczna.

Nadal nie mogę zrozumieć jak to wszystko tutaj działa. Na niektóre sprawy, np. pensję, trzeba czekać bardzo długo, a inne można załatwić od ręki. Zgubiłam na przykład w zeszłym tygodniu swoją kartę uniwersytecką i nową dostałam w przeciągu jakichś czterech godzin łącznie z uaktywnieniem jej na drukarkę i bramkę wjazdu na parking.  Nie potrafię tego wszystkiego rozgryźć!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s