Oman odc. 5 🇵🇱

Jakże byłam naiwna myśląc, że jak już załatwiłam wizę i bilet dla B. to na pewno przyjedzie! Zupełnym zbiegiem okoliczności, na kilka dni przed jego przyjazdem dowiedziałam się, że z racji tego, że jest Pakistańczykiem, przed przyjazdem musieliśmy jeszcze przeprowadzić kilka weryfikacji, bez których nie wpuściliby go nawet do samolotu. Co więcej, z kartą pokładową w ręku, jeszcze mu zrobili na lotnisku w Islamabadzie przesłuchanie, bo trudno im było uwierzyć, że Pakistańczyk ożeniony z Polską wyjeżdża do Omanu, a po wylądowaniu w Maskacie wszystkie procedury zabrały mu 1.5 godziny, a porównaniu z 30 minutami w moim przypadku dwa tygodnie wcześniej.

Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć jak wspaniale jest znowu być razem. Dosłownie czuję się znowu jak w domu. Problem w tym, że żeby do końca było jak w domu, potrzebujemy samochodu, bo mieszkamy praktycznie na środku pustyni i mimo tego, że na dole jest supermarket, a na uniwersytet mogę jeździć autobusem (choć nie jest to idealne rozwiązanie), nie chcemy cały czas siedzieć w domu, albo płacić za taksówki. Poza tym, pomysł był taki, że B. będzie jeździł i zawoził mnie do pracy, ale znowu okazało się, że po pierwsze, na wizie wizytowej nie może, chyba że samochodem z wypożyczalni, a po drugie – omańskie władze nie uznają pakistańskiego prawa jazdy i musiałby robić je robić tu od nowa, podczas gdy moje polskie wymieli mi w pół godziny (byłam zdumiona jak szybko mi się udało to załatwić). Rzecz w tym, że to on świetnie prowadzi, a ja nie jeżdżę on 9 lat, a na dobrą sprawę praktycznie nigdy nie jeździłam, bo egzamin zdałam 2 dni przed wyjazdem z Polski na dobre, a potem jeździłam tylko sporadycznie. Niestety, jestem pod ogromną presją, bo bez samochodu nic nie zrobimy, dlatego też na weekend wypożyczyłam od koleżanki z pracy to cudo, które jest na zdjęciu głównym i od ponad dnia ćwiczę. Nie sprawia mi to żadnej frajdy, szczerze mówiąc, choć na szczęście samochód ma automatyczną skrzynię biegów, ale naprawdę nie mam wyboru. Myślimy już też o zakupie własnego samochodu.

Po trzech ciężkich tygodniach nadal trudno powiedzieć co dalej. Próbujemy uzyskać dla B. bardziej stałą wizę, niż wizytową, szukamy dla niego pracy, co by mu to umożliwiło. Nareszcie po dwóch tygodniach czekania mamy w domu Internet. W pracy jest w porządku, choć nie tego się raczej spodziewałam. Nie wiem, czy decyzja o przeprowadzce była trafiona. Pewnie czas pokaże…

 

Cdn.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s