Oman odc. 3 🇵🇱

Drugiego dnia po przyjeździe o 7 rano autobus uniwersytecki miał mnie zabrać spod hotelu do pracy, gdzie się miałam zameldować w biurze Uniwersytetu. O 6.30 zeszłam na dół na śniadanie, a o 6.50 czekałam już w recepcji na przyjazd autobusu, bo myślałam, że podjedzie on pod samo hotel, nie dlatego, że jestem snobką, ale dlatego, że tak mi powiedziano. Nagle usłyszałam, że ktoś też się pyta o to samo tzn. ten autobus, więc odpowiedziałam, że chyba jedziemy w to samo miejsce. Tak poznałam A., wspaniałą kobietę, która po prostu spadła mi z nieba i bez której moje dotychczasowe życie tutaj byłoby sto razy gorsze niż jest w rzeczywistości, choć i tak odbiega od tego, jak je sobie wyobrażałam (już niedługo).

Okazało się, że A. pracowała już na tutejszym Uniwersytecie wcześniej, ale nigdy nie jeździła do pracy autobusem, więc nie wiedziała, gdzie się zatrzymuje. Okazało się też, że autobus raczej nie podjedzie pod hotel, więc udało nam się przejść na drugą stronę bardzo ruchliwej jezdni i czekałyśmy na poboczu. Tutejszej infrastrukturze nie można nic zarzucić, drogi są nowe i dobre, ale nie wszędzie są chodniki i niewiele do tej pory widziałam przejść dla pieszych. W ogóle mało widziałam osób chodzących na nogach. Wszyscy poruszają się samochodami, czasami busami, np. uczniowie czy nauczyciele. Od tygodnia też słyszę od wielu osób, że wbrew obiegowej opinii na temat Bliskiego Wschodu, to nie od terrorystów tu można zginąć, ale w wypadku drogowym, bo liczba brawurowych kierowców nie ma sobie równych. Nawet dzisiaj w drodze po pracy widziałyśmy wypadek, który wydarzył się wcześniej rano (byłyśmy już w drodze o 7.30 rano) i  droga była częściowo zamknięta.

Po przyjeździe na kampus mieliśmy zameldować się w biurze, ale nie powiedzieli nam o której, więc A. stwierdziła, że jest za wcześnie i zaczęła odwiedzać starych znajomych, których zdecydowana większość nadal tu jest i pracuje. Dzięki temu w krótkim czasie poznałam sporą liczbę moich nowych kolegów, którzy pochodzą dosłownie z całego świata, od Stanów i Kanady, po Salwador, UK, Holandię, Europę Środkowo-Wschodnią (spora grupa), Afrykę, Indie, Pakistan, Filipiny… Miks kulturowy, w którym się znalazłam jest fascynujący i nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak się nam będzie razem pracowało!

Po zapoznaniu się z pozostałymi nauczycielami, przyszedł czas na robotę papierkową, której było sporo. Dostaliśmy też klucze do swoich biur i szafek. Następnie spotkaliśmy się z dyrektorem naszego departamentu, z którym sześć miesięcy temu miałam rozmowę kwalifikacyjną. Zarówno on jak i jego asystent przywitali nas i opowiedzieli o pracy instytutu, wdając się w nie do końca potrzebne na tym etapie szczegóły. Po tym wprowadzeniu, musieliśmy iść do innego biura i wypełnić chyba z trzymetrowy formularz, w którym były pytania typu czym zajmuje się ojciec, matka, brat, siostra, z jakich korzystasz mediów społecznościowych, jakie masz hobby i od jak dawna. Natychmiast też zapytałam o wizę dla B., bo to była dla mnie kwestia nadrzędna, ale okazało się, że osoba, która się tym zajmuje będzie w pracy dopiero w niedzielę. Tak, w niedzielę, bo tutejszy weekend to piątek (najważniejszy dzień dla muzułmanów, taki jak na Zachodzie niedziele) i sobota (kiedy to człowiek czuje się, jakby była niedziela), do czego szczerze mówiąc trudno mi się trochę przyzwyczaić.

Tego dnia rzuciły mi się w oczy następujące rzeczy:

  • Każdy budynek jest klimatyzowany, ale ponieważ te budynki, które mi są najbardziej potrzebne porozrzucane są po całym kampusie i pomimo faktu, że nie jest on tak wielki jak np. w Liverpoolu i większość chodników jest kryta, co chroni przed słońcem, to i tak można się porządnie napocić.
  • Każda, dosłownie każda osoba, którą spotyka się na swojej drodze jest bardzo, ale to bardzo miła, z zainteresowaniem pyta co słychać i wita cię z uśmiechem. Każdy też wydaje się bardzo spokojnie podchodzić do swojej pracy, co jest zrozumiałe, ale było też przyczyną mojego stresu aż do dzisiaj (o czym w następnym poście).
  • W większości miejsc unosi się bardzo intensywny zapach kadzidła, co przypomina mi zapach kościoła, szczególnie podczas pogrzebu.
  • W łazienkach istnieje zakaz wrzucania do muszli papieru toaletowego, o czym informują ostrzeżenia na ścianach (w hotelu ich nie było, ale za to na drzwiach frontowych mojego mieszkania tak), a w większości kabin są kosze, gdzie można go wrzucać. Wszystkie kabiny wyposażone są w prysznice bidetowe, tak jak w Pakistanie, ale niestety mało jest ubikacji kucanych, do których się bardzo przyzwyczaiłam.
  • Praktycznie wszystkie przestrzenie publiczne dla studentów podzielone są na męskie i żeńskie, tj. kawiarnie, restauracje, strefy odpoczynku, meczety. Pomimo tego podziału chodzimy z A. i innymi nauczycielami prawie codziennie do męskiej kawiarni (dla studentów), bo jest tam więcej miejsca (ogólnie studiuje znacznie więcej kobiet) i w ogóle można znaleźć stolik, a w kawiarni dla dziewczyn już nie bardzo. Nikt nam nigdy nie zwrócił uwagi, bo przecież chyba widać, że nie jesteśmy studentkami, a poza tym A. nosi hidżab (jest muzułmanką), ja swoje kutry i dupaty (szale). Dla personelu też ten podział występuje, ale nikt go nie przestrzega, bo zespół jest raczej międzynarodowy.
  • 98% studentek nosi tradycyjny długi, czarny strój zwany abają i hidżab, a studenci – długi biały strój zwany dishdashą i tradycyjne kolorowe nakrycie głowy w formie turbanu albo bardziej proste. Ogólnie, praktycznie cały kampus wygląda czarno-biało oprócz personelu i uczniów, którzy nie są Omańczykami, a którzy są w mniejszości.

Tego drugiego dnia pobytu w Omanie bardzo chciałam się oczywiście dowiedzieć, gdzie będę mieszkała już na stałe. Uniwersytet zapewnia zakwaterowanie albo przyznaje dodatek mieszkaniowy, ale będąc całkowicie nowa w tym kraju, nie za bardzo chciałam sam szukać mieszkania. Niestety powiedziano nam, że osoba, która się tym zajmuje spotka się w nami dopiero w sobotę, kiedy to już teoretycznie powinniśmy wymeldować się z hotelu, a jeśli nie, sami za niego płacić. Wcale mi się to nie podobało. Wyglądało na to, że nie uda mi się w tę pierwszą niedzielę załatwić tych dwóch najpilniejszych spraw, tj. wizy dla B. i mieszkania. Poza tym, kiedy po powrocie do hotelu okazało się, że z powodu blokad i słabego Internetu nie będę mogła nawet porozmawiać z B., zaczęłam wszystko widzieć w czarnych kolorach. Zupełnie nie tego się spodziewałam…

Cdn.

 

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s