Wspomnienia o Ramadanie 🇵🇱

Zdaję sobie sprawę z tego, że mam do nadrobienia tekst o Ramadanie, za co serdecznie przepraszam. W ten sprawie pojawił się nawet niedawno komentarz pod ostatnim tekstem. Bardzo dużo się wydarzyło w ciągu ostatnich 2-3 tygodni, więc mam wrażenie, że Ramadan to już zamierzchła przeszłość, choć Id (al-Fitr), trzytygodniowe (w Pakistanie) święto dziękczynienia obchodzone na zakończenie Ramadanu, miał miejsce dopiero niecałe trzy tygodnie temu. Może przejdę w takim razie do rzeczy.

Po trudnym pierwszym tygodniu Ramadanu, kiedy to post okazał się ogromnym szokiem dla mojego organizmu, zaczęłam się powoli przyzwyczajać to tego nowego trybu życia. W połowie czerwca, czyli w mniej więcej połowie Ramadanu, stał się on już taką normą, że zastanawiałam się, jak wyglądało życie przed. Iftar stał się nie tylko pierwszym posiłkiem dnia (zdjęcie główne), ale wyjątkowym rytuałem, do którego przygotowywaliśmy się bardzo skrupulatnie i któremu towarzyszył smak daktyli, domowej lemoniady z orzeźwiającą świeżą miętą, świeżych owoców i dania, którego nazwę zawsze zapominam, albo przekręcam, więc sobie wymyślam nową, co powoduje w domu salwy śmiechu. Danie to nazywa się dahi ballay i robi się następująco: mieszamy mąkę z ciecierzycy z przyprawami i wodą do uzyskania konsystencji pasty. Następnie wkładamy to ciasto, łyżka po łyżce, do gorącego tłuszczu i smażymy do uzyskania złotego koloru. Po usmażeniu wkładamy te ‘placuszki’ na chwilę do zimnej wody, po kilku minutach wyciskamy z nich wodę i dodajemy do jogurtu naturalnego ze świeżymi pomidorami i ogórkiem. Brzmi, jakbym była mistrzem w robieniu tej potrawy, ale nic bardziej błędnego. Raz zadaniem moim było przypilnowanie smażącego się już ciasta do uzyskania właśnie tego złotego koloru, bo B. musiał dosłownie wyskoczyć po sól, no i udało mi się wszystko tak przypalić, że musieliśmy zaczynać od nowa! W każdym razie uwielbiam smak dahi ballay i chyba już zawsze będzie mi się kojarzył z Ramadanem tak jak smak mandarynek – z Bożym Narodzeniem. Czasami na iftar jadaliśmy też pakorę, czyli smażone na głębokim tłuszczu kawałki cebulki i ziemniaków obtoczone w cieście, na które też składa się mąka z ciecierzycy, przyprawy i woda (oczywiście można odsączyć nadmiar tłuszczu na ręczniku papierowym). Też uwielbiam, ale najbardziej właśnie domowej roboty. Ramadan to chyba jedyny czas w roku, kiedy można bezkarnie jeść w nocy, więc po iftar jadaliśmy z reguły owoce (panował akurat sezon na mango, arbuzy, śliwki, morele, brzoskwinie, melony…), później około północy lub 1 w nocy kolację, a na koniec znowu owoce lub zrobiony z jogurtu i wody/mleka napój lassi. Post rozpoczynał się na nowo o około 3.15 rano.

Ramadan powinien być czasem modlitwy i rozważań, podobnie jak Adwent przed Bożym Narodzeniem lub Wielki Post przed Wielkanocą; długością jest nawet do obu okresów zbliżony. Postanowiłam więc poczytać trochę więcej Koranu, ale naprawdę trudno mi się było na nim skupić, bo jest tak podobny do Starego Testamentu, że co chwilę się zatrzymywałam i z ciekawości szukałam odpowiednika danej historii w Biblii (na Kindla można sobie za darmo ściągnąć wszystkie święte pisma). Natrafiłam też na kanał Radio Islam Polska na YouTube, który publikował w czasie Ramadanu prelekcje/nauki imama Nedala Abu Tabaqa, lekarza mieszkające i pracującego w Polsce, który świetnie mówi po polsku. Sporą część tych ramadanowych prelekcji poświęcił Prorokowi Józefowi, bardzo ważnej postaci w obu religiach. Historię tę pamiętam z biblijnych kreskówek, które w dzieciństwie namiętnie oglądaliśmy w telewizji i naprawdę, zarówno Biblia, jak i Koran opowiadają ją w sposób niemalże identyczny (z drobnymi różnicami), z tym że wersja starotestamentowa jest znacznie bardziej obszerna, a Koran zwięzły. Wiele innych historii i zwyczajów opisywanych w Biblii pokrywa się z Koranem. Wiedzieliście na przykład, że Stary Testament też zakazywał jedzenia wieprzowiny (i innych rodzajów mięsa)? Bardzo wielu osobom w Polsce obecnie podobieństwa między islamem i chrześcijaństwem się nie podobają, ale naprawdę wystarczy sięgnąć, nawet z czystej ciekawości (tylko trzeba ją najpierw mieć…) i sobie poczytać, żeby się samemu przekonać, a nie bezmyślnie przyjmować za fakt to, co nam media i hejterzy próbują (najczęściej niestety skutecznie) wciskać.

Szkoda, że nie udało mi się poświęcić więcej czasu na czytanie obu ksiąg, ale w drugim tygodniu Ramadanu B. otrzymał wielki projekt, w którym mu też pomagałam, a niedługo potem dostałam zlecenie na tłumaczenie kolejnego filmu, więc znowu była masa pracy. Właśnie jakoś w połowie miesiąca zdałam sobie sprawę z tego, że coraz trudniej przychodzi mi zasypianie po pierwszej porannej modlitwie, kiedy zaczynał się na nowo post (około 3.30-4 rano), bo wtedy właśnie miałam najwięcej  energii i mogłam się porządnie skoncentrować. Niestety, oznaczało to, że codziennie przesuwał mi się moment pójścia spać i pod koniec nie mogłam zasnąć aż do 9-11 rano, bo moje ciało widziało/czuło, że jest dzień,  mimo że mózg mi wysiadał już ok. 7 rano. Kilka razy musieliśmy wcześnie rano załatwić na mieście kilka spraw, żeby uniknąć upału i zniosłam to lepiej, niż myślałam. Przynajmniej nie musiałam się męczyć z zasypianiem, co jest tym bardziej frustrujące, jak odczuwa się głód, a nie można jeść. Jak już udawało mi się zasnąć, spałam do 17.30-18.30 i budziłam się na godzinę przed iftar. Czułam się z tym fatalnie, bo przesypianie postu to w zasadzie oszukiwanie, ale naprawdę nie wiedziałam jak sobie poradzić z tym wywróconym do góry nogami zegarem biologicznym mojego organizmu. Na szczęście pogoda w Ramadanie było niesamowita. W Pakistanie panowało (i nadal panuje) gorące lato, ale upał przeplatał się z ulewnymi deszczami i burzami, co przynosiło niesamowite orzeźwienie, nie mówiąc już o super intensywnym zapachu świeżej ziemi po deszczu. W ogóle deszcz w tej części świata to zbawienie; każdy się zawsze o każdej porze roku bardzo z deszczu cieszy, ludzie uwielbiają zimę, a wiele określeń na ukochaną osobę odnosi się właśnie do chłodnej pogody, np. meri ankhon ki thandak oznacza dosłownie „chłód moich oczu”, „chłód” jako odpoczynek od udręki, którą niesie upał.

Kilka innych rzeczy przyczyniło się do moich problemów ze snem. Jestem z tych, którzy nie mogą spać, jak się stresują, a powodów do stresu na sam koniec Ramadanu było sporo. Już w styczniu wiedziałam, że pod koniec czerwca znowu jadę na ponad dwa miesiące do Liverpoolu do mojej pracy na Uniwersytecie (już po raz trzeci). Okres wakacyjny jest tu najbardziej intensywny, bo zjeżdżają się wtedy do UK setki przyszłych studentów uniwersytetów, szczególnie z Azji, żeby podszkolić sobie język przez rozpoczęciem zajęć, więc zapotrzebowanie na nauczycieli jest ogromne. Oczywiście, mieliśmy jechać razem z B., nie na cały ten czas, bo B. ma też swoje obowiązki w Pakistanie, ale na jakieś 1.5 miesiąca i nawet przez myśl mi nie przeszło, że nie pojedzie ze mną. Niestety, okazuje się, że panom lub paniom od wiz nieśpieszno i mimo, że złożyliśmy wniosek 8 tygodni temu – ni widu, ni słychu. Nie ma już pewnie nawet szans na to, żeby przyjechał, bo i tak zaraz musiałby wracać… Ramadan był czasem wyczekiwania na decyzję o wizie, która jednak nie nadeszła w porę, ale wyrządziło nam to naprawdę wiele krzywdy. Druga sprawa, która nie dawała mi spać, to przeprowadzka. Postanowiliśmy opuścić nasze pierwsze wspólne mieszkanie, bez względu na to, czy B. jechał ze mną, czy nie, bo we wrześniu i tak przenosimy się do nowego kraju… Będzie o tym mowa na tym blogu, ponieważ zmieni on trochę swoją nazwę J; jedyne, co mogę na razie zdradzić, to że ten kraj nie leży w Europie. Nie mam za nic ochoty mieszkać na stałe w Europie, ani w żadnym kraju tzw. Zachodu, nawet gdyby nam do tego dopłacano. Pakowanie się na 2.5 miesięczny wyjazd jest wystarczająco stresujące, ale przeprowadzka to dopiero przedsięwzięcie, choć większość obowiązków z tym związanych i tak spadła na B. … Reasumując, cały ten stres i smutek, plus jet lag spowodowany opóźnionym lotem, przyczynił się znacznie do takich problemów ze snem, że dopiero w tydzień po Ramadanie wszystko doszło do normy i zaczęłam spać normalnie.

Na szczęście, udało mi się być w domu pierwszego dnia Id, który jest odpowiednikiem naszego Bożego Narodzenia, co jednak nie było tak oczywiste, bo wszystko zależy od faz księżyca i równie dobrze Id mógł wypaść na dzień mojego wylotu. Obchodziliśmy ten dzień z bratem B., odstrojeni w najlepsze ubrania i przy suto zastawionym stole. Upiekłam też dla sąsiadów i rodziny cztery kawowo-orzechowe ciasta z tego przepisu, bo obdarowywanie się jedzeniem to pakistański świąteczny zwyczaj (obojętnie jakie święto), ale w końcu wydaliśmy tylko dwa ciasta i dwa zatrzymaliśmy dwa dla siebie J.

Cieszę się, że udało mi się przetrwać mój pierwszy Ramadan. Pościłam przez całe 29 dni, przegapiłam tylko kilka modlitw. Nie było jednak łatwo i naprawdę podziwiam tych, którzy muszą w tym czasie normalnie pracować. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, w następny Ramadan będę jedną z tych pracujących osób, więc na pewno będzie trudniej. Jednak z perspektywy czasu, już teraz wspominam Ramadan z nostalgią, szczególnie wyjątkowy rytuał iftar i nie mogę się już doczekać przyszłego roku.

Słowa nie są w stanie oddać tego, co czuję w związku z dwumiesięcznym rozstaniem z B. i Pakistanem. Gdybym wiedziała, że będą takie problemy z wizą, na pewno bym nie wyjechała. Poza tym lipiec jest dla mnie miesiącem okropnym, bo co roku mniej więcej właśnie w tym czasie jestem zmuszona przeżywać osobistą tragedię, który odcisnęła ogromne piętno na całym moim życiu. Po raz pierwszy mieliśmy fizycznie spędzić ten czas razem, ale choć jesteśmy w nieustannym kontakcie, to jednak nie to samo… Tęsknię za wszystkim: za domem, za jedzeniem, pogodą, górami… O tym będzie następny post.

 

Na razie!

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s