Kraj paradoksów 🇵🇱

Minęły już ponad trzy miesiące od mojego ostatniego wpisu i nie wiem, od czego zacząć! Czuję się też winna, że pozwoliłam sobie na tak długą przerwę, mimo że wcześniej pisywałam w miarę regularnie. Uwierzcie mi jednak, powodów tego opóźnienia było sporo i to dość istotnych. Gdybym miała to ująć zwięźle, powiedziałabym, że My Pakistani Dream Team w składzie ja i B., bardzo mocno starał się zaplanować  kolejny etap naszego wspólnego już życia. W związku z tym odbyło się wiele dyskusji na temat dostępnych opcji i prób podążania nimi, co było doświadczeniem bardzo inspirującym i prawie już nam się udało dopiąć wszystko na ostatni guzik, więc w niedalekiej przyszłości możecie spodziewać się nowin. Z drugiej strony, był to czas dość wyczerpujący i stresujący, szczególnie dla kogoś tak nerwowego, jak ja, choć nie jestem typem osoby, która spoczywa na laurach, więc pewnie gdyby było trzeba, powtórzyłabym cały ten proces od nowa.

W swoim ostatnim poście z 15 lutego obiecałam, że spróbuję opisać Pakistan jako kraj kontrastów. Od tamtego momentu kilka razy się do tego, ale kiedy z czystej ciekawości wygooglowałam “kraj kontrastów”, żeby zobaczyć, na którym miejscu znajdzie się Pakistan, okazało się, że praktycznie każdy kraj można tak określić, a już najbardziej Indie (nawiasem mówiąc największy polityczny wróg Pakistanu), a także Meksyk, Rosję, Chiny, Maroko, RPA, Haiti, Tunezję, Gruzję, Wietnam, itd. Doszłam do piątej strony, Pakistanu nie znalazłam, ale za to wiele innych krajów. Pewnie wynika to z faktu, że o Pakistanie zbyt wiele się po polsku nie pisze. Nawiasem mówiąc, w wyszukiwaniu “country of contrasts” po angielsku pojawił się na szóstym miejscu pierwszej strony wyników.

Z racji tego, że tak wiele miejsc opisuje się poprzez pryzmat ich kontrastów, zaczęłam się zastanawiać, czy pozostałe kraje, które są tam mi jakoś bliskie, też można by było tak nazwać. Polskę – na pewno tak! Tradycyjnie i w przeważającej części kraj katolicki, w którego religię wpisane są wartości takie jak Miłość do Bliźnieniego, czy Miłosierdzie, jest obecnie, wydawać by się mogło, bardziej ‘katolicki’ niż kiedykolwiek i niestety bardziej niż kiedykolwiek brak mu właśnie tej Miłości do Bliźniego i Miłosierdzia, do którego nawołuje. Wielka Brytania – na pewno! Brytyjczycy na przykład szczycą się doskonałą obsługą klienta, na co sama nabrałam się 10 lat temu, kiedy wyjeżdżałam z Polski. Na początku nie mogłam wprost uwierzyć, że można być w ogóle traktowanym według zasady “klient, nasz pan”, dopóki nie zdałam sobie sprawy z tego, że wiszenie na słuchawce przez 45 minut, słuchanie głupawego jingla przerywanego co chwila zapewnieniem jak to moja dzwoniąca osoba jest ważna dla firmy/instytucji, z którą właśnie bezskutecznie próbuję się skontaktować, to nie jest moja definicja doskonałej obsługi klienta. Kraj Basków też ma w sobie wiele kontrastów, na pewno pogodowych, czego wielokrotnie boleśnie doświadczyłam. Tam pogoda potrafi gwałtownie zmienić się w ciągu 1-2 godzin. Piękna, słoneczna pogoda może przekształcić się znienacka w burzę deszczową, albo nawet piaskową, na którą jest się wcale nieprzygotowanym, bo niby skąd, a temperatura gwałtownie spada nawet o 10 stopni.

Wracając do Pakistanu i jego paradoksów. Niesamowite jest to, jak długo zajmuje człowiekowi prawdziwe poznanie jakiegoś miejsca. Jestem tu już od ponad ośmiu miesięcy i dopiero co zaczynam trochę rozumieć mentalność ludzi i w jaki sposób działa tej kraj. Dlatego denerwują mnie na przykład program telewizyjne, w których jakiś/-aś reporter/-ka jedzie do kraju ‘z problemami’, żeby nakręcić reportaż, co moim zdaniem byłoby dopiero możliwe po przynajmniej rocznym mieszkaniu tam, minimum czasu na to, żeby trochę zrozumieć kraj i jego mieszkańców. Po nakręceniu materiału już pozuje się na eksperta od spraw odwiedzonego miejsca. Przykro mi, ale ja tego nie kupuję.

Wiele rzeczy nadal mnie tu zdumiewa, wiele szokuje. B. mi wszystko cierpliwie tłumaczy, choć przyznaję się bez bicia, że chyba jestem najtrudniejszym uczniem na świecie. Poniżej znajduje się lista tego, co dla mnie stanowi o kontraście Pakistanu. W niektórych miejscach brzmi może trochę jak litania zażaleń, ale naprawdę moją intencją nie było osądzanie nikogo. Są to raczej moje własne obserwacje:

  • W kraju, który ma ogromny problem z elektrycznością (w niektórych wioskach nie ma światła nawet do 16 godzin dziennie, w Islamabadzie 1-4, choć ostatnio, mimo upałów, nie było przerw), trudno mi jest zrozumieć, dlaczego jest ona tak tania! Nigdy w życiu nie korzystałam chyba z elektryczności tak dużo i nigdy nie płaciłam tak małych rachunków. Warto dodać, że rachunki są bardzo przejrzyste, z aktualnym zdjęciem czytnika i dostępne online na kilka dni przed dostarczeniem do domu. Z gazem jest podobnie, choć tak bardzo mnie to nie zdumiewa, bo problemów z dostawą gazu nigdy nie było.
  • Drogi główne w Islamabadzie i drogi krajowe są rewelacyjne, świetnie oznakowane, często nowiutkie. Naprawdę jazda po nich to czysta przyjemność. Natomiast drogi osiedlowe, jak na przykład w moim sektorze, są w opłakanym stanie. Nazwanie tych dziur wybojami to zbyt łaskawe określenie!
  • Islamabad, szczególnie centrum miasta, jest czystym miejscem z dużą ilością klombów, co świadczy o tym, że władze bardzo dbają o wizerunek stolicy. Jest też sporo znaków i tabliczek przypominających o zachowaniu czystości. Niestety, tuż poza miastem zaczyna się istne wysypisko śmiecie, a pojęcie zachowania czystości po prostu nie istnieje. Nie wiem, czy jest tu jakiś zorganizowany system gromadzenia odpadów, ale edukacja jest potrzebna na najbardziej podstawowym poziomie. Nawet w pobliskim parku narodowym w górach jest góra śmieci, co jest szczególnie szokujące, bo tutejsza przyroda jest do pozazdroszczenia.
  • Wydaje mi się, że wielu mieszkańców Islamabadu to ludzie dość zamożni. Jest masa naprawdę ogromnych domów, mogących pomieścić kilka rodzin (dlatego też ludzie wynajmują części swoich domów przerobione na niezależne mieszkania; nawet my mieszkamy w takiej części). Na ulicach królują dobre samochody (co ciekawe, najbardziej popularnym kolorem jest biały; białe samochody są też znacznie droższe niż inne kolory). Mieszkamy w dzielnicy domów weselnych, więc często przejeżdżamy obok naprawdę wystawnych wesel, na które zjeżdżają setki gości. Jednocześnie, na praktycznie każdych światłach, podchodzą do samochodów ludzie żebrzący o pieniądze (albo ludzie, którzy sprzedają drobne rzeczy typu kwiaty czy długopisy), najczęściej czasami bardzo małe dzieci, które swobodnie manewrują między samochodami, szczególnie właśnie tam, gdzie ruch jest największy. Widok ten rozdziera serce i ogarnia człowieka taka bezsilność i takie wyrzuty sumienia, że trudno sobie z tym poradzić. Najgorsze jest to, że byłam świadkiem, jak dzieci te dowożone są na miejsce vanem, który oczywiście prowadzi ktoś dorosły, i jak tylko są z niego wypuszczane, rozpraszają się po ulicy i zaczynają żebrać.
  • Już kiedyś o tym pisałam, ale wciąż nie mogę przejść do porządku dziennego na tym, że publiczne okazywanie uczuć między żoną a mężem jest źle widziane, ale jak mężczyźni trzymają się za rękę, co ma być wyrazem ich przyjaźni, to nikt się nie bulwersuje. Nie to, żeby mi to przeszkadzało, ale nadal sądzą, że para małżeńska powinna mieć takie same prawa.
  • Wbrew powszechnie panującemu przekonaniu, kobiety nie są tutaj zakryte od stóp do głów. W ogóle myślę, że w żadnym z krajów, w którym mieszkałam, kobiety nie mają tak dużego wyboru, co na siebie włożyć, niż tutaj. Wprawdzie są takie, które noszą czarne suknie, takie jakby togi lub sutanny, zakrywające całe ciało i twarz, oprócz oczu, ale są one w zdecydowanej mniejszość. Widziałam też zaledwie kilka kobiet i to poza Islamabadem, które noszą burkę, tzn. są całe zakryte i mają tylko takie okienko na oczy w formie siateczki. Zdecydowana większość kobiet nosi takie kurty, jakie już kiedyś prezentowałam w Pokazie Mody z dupattą, czyli długim szalem, który niektóre zakładają na głowę, ale większość owija wokół ramion. Ja lubię dupatty, bo są bardzo praktyczne i często też chodzę w nich po domu, szczególnie w upalne dni. Bardzo dużo kobiet nosi zachodnie ubrania, czasami zakrywają przy tym głowę (nie twarz), częściej nie. W Europie jak panuje jakaś moda, to wszyscy noszą to samo, a tutaj – do wyboru, do koloru.
  • Na tak konserwatywny kraj, zdumiewające jest to, że na przykład pigułka po, z tego co wiem w Polsce dostępna już tylko na receptę i bardzo droga, tutaj kosztuje dosłownie grosze i jest dostępna w każdej aptece bez recepty.
  • Z tego, co się orientuję, to od początku lutego trzeba w Polsce rejestrować wszystkie karty sim, zarówno te na doładowanie, jak i na umowę. Pamiętam, jak wielu specjalistów w Polsce chwaliło ten pomysł nazywając go postępem i osiągnięciem poziomu europejskiego i śmiać mi się trochę chciało, bo tutaj to już od dawna norma. Co więcej, w Polsce podobno nie trzeba nawet okazywać dowodu osobistego przy rejestracji karty, a tutaj wymaga się nawet odcisku palca, no i oczywiście dowodu. Rejestracja bardzo pomaga w sprawach przemocy domowej albo stalkingu, co było głównym argumentem wprowadzenia tego rozwiązanie w Polsce. Co ciekawe, okazało się przydatne też dla mnie. Niektórzy faceci mają tutaj taki okropny zwyczaj, że wymyślają sobie numery telefonów i piszą wiadomości z ‘prośbą’ o ‘niezobowiązującą’ rozmowę. Kilka razy otrzymałam taką wiadomość, o czym natychmiast zawiadomiłam B., który do nich zadzownił i zagroził, że zgłosi ich na policję, czym się bardzo przestraszyli i przestali pisać.
  • Alkohol jest w islamie zabroniony, co oczywiście oznacza, że nie jest powszechnie niedostępny i konsumowany. Okazuje się, że produkowanie alkoholu nie jest jednak zabronione, ale ja osobiście nie spotkałam się z nikim, kto by pił i u nas w domu też nigdy nie było alkoholu. Kiedy się na przykład koledzy ze sobą spotykają, to sobie piją narodowy napój, czyli…herbatę. Moim zdaniem, bezalkoholowe społeczeństwo ma same zalety, bo przecież w Polsce problem alkoholizmu był i sądzę, że nadal jest dość dotkliwy. W Wielkiej Brytanii i Kraju Basków młodzież też pije na umór. Z drugiej jednak strony wiele osób pali tutaj marihuanę, więcej niż w Polsce, a może i, z tego, co widziałam, w Anglii, ale pewnie nie więcej niż w Kraju Basków, gdzie na ulicach często czuć zapach zioła, tak samo, jak w tutejszych górach i parkach. Zdjęcie główne tego wpisu, które przedstawia jedną z ulubionych tablic informacyjnych, jakie widziałam w życiu, mówi przecież tylko o tym, że palenie tytoniu w parku jest zabronione J .

Lista ta nie jest oczywiście wyczerpująca i w mojej głowie pojawią się coraz to nowe punkty. Zdaję sobie sprawę z tego, że dobrze by było udokumentować ją zdjęciami, ale zawsze mam z tym problem, bo głupio mi tak po prostu robić ludziom zdjęcia bez ich zgody. Wydaje mi się, że poczuliby się traktowani jak eksponaty służące do zaspokojenia mojej ciekawości, co według mnie oznacza brak szacunku.

Ciągle tkwi we mnie tyle spraw do opisania. Następnym razie napiszę może tekst o tym, jak Islamabad przedstawiony jest w filmach i serialach i jak się to ma do rzeczywistości. Poza tym, za 3 dni zaczyna się mój pierwszy w życiu Ramadan, więc na pewno będzie o czym pisać!

Na razie!

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s