Nikah 🇵🇱

Większość z was już pewnie wie, że ponad dwa miesiące temu wzięliśmy z B. ślub. Dość szybko zdaliśmy sobie sprawę z tego, że to nastąpi, więc była to tylko kwestia czasu. Czas jednak uciekał w tym przypadku, bo w grudniu wygasała mi wiza i już zaczęłam panikować, więc musieliśmy sprawę załatwić wcześniej, aniżeli później. Poza tym, mimo, że przez większość życia podejmowałam niepopularne decyzje i prywatna opinia ( w przeciwieństwie do zawodowej, którą sobie bardzo cenię) innych ludzi mało mnie poruszała, z tego też powodu dorobiłam się kilku tatuaży i kolczyków, zamieszkanie z chłopakiem/dziewczyną przed ślubem nie jest tu dobrze widziane i naprawdę nie chciałam, żeby o nas, szczególnie o B, źle myślano. Tak nawiasem mówiąc, to jeszcze do niedawna w Europie też tego zwyczaju nie pochwalano i mam przeczucie, że w niektórych środowiskach w Polsce nadal tak może być. Podczas mojej wizyty w Kaliszu niewiele ponad pół roku temu, moja dentystka opowiadała, że jej mąż był bardzo przeciwny zamieszkaniu ich dwudziestokilkuletniej córki z chłopakiem. Ciekawa jestem jak to jest naprawdę.

W każdym razie postanowiliśmy się pobrać, ale żeby tradycji stało się zadość, to jakiś tydzień przed ślubem B. mi się tak po zachodniemu oświadczył, czego się zupełnie nie spodziewałam. Co więcej, miała to być ponoć jeszcze większa niespodzianka, ale ją sama nieświadomie popsułam, do czego mam chyba jakiś ukryty talent! Oświadczyny te przeszły do historii w postaci anegdoty i raczej zawsze będziemy je wspominać z rozrzewnieniem.

Cały proces zawarcia związku małżeńskiego w Pakistanie pochłania sporo czasu, a sam ślub trwa kilka dni, podczas których mają miejsce różne tradycyjne obrzędy. Oczywiście my nie jesteśmy typową parą, więc postanowiliśmy skupić się na tej oficjalnej części i odłożyć towarzyszące jej tradycje na później, być może na koniec tego roku, ale nie jesteśmy jeszcze pewni. Ta część oficjalna nosi nazwę Nikah i jest to kontrakt małżeński (w islamie małżeństwo traktuje się jak kontrakt), bez którego ślub jest nieważny. Ceremonię odprawia muzułmański odpowiednik księdza, tzw. imam i odbywa się ona w stylu ‘krótko i na temat’. Co więcej, wcale nie musi mieć miejsca w meczecie i tak właśnie było w naszym przypadku. Zaprosili nas do siebie przyjaciele B. i zajęli się wszystkimi przygotowaniami.

Dzień ślubu jest zwykle niezapomnianym wydarzeniem i tak też było w tym przypadku, ale z dwóch niezwykle różnych powodów. Oczywiście nie mogło się obejść bez małego dramatu, w stylu tego, co przytrafiło mi się na dzień przed wyjazdem do Pakistanu i o czy wiedzieli do tej pory tylko wtajemniczeni. A więc dzień przed wylotem do Pakistanu kątem oka widzę jak w moim małym mieszkaniu w Liverpoolu węszy mysz. Co więcej, jestem przekonana, że wlazła do bagażu, na którego pieczołowitym i skrupulatnym pakowaniu spędziłam tydzień i który był już praktycznie gotowy do podróży. Sporą część nocy spędzam na ławie i kanapie zastanawiając się co robić, po czym ostrożnie wlekę wszystkie trzy sporych gabarytów walizki do bezpiecznej wtedy jeszcze sypialni, wszystko rozpakowuję i upewniwszy się, że myszy tam nie ma, pakuję ponownie. Nie było mi do śmiechu, ale naprawdę nie miałam ochoty podróżować do Pakistanu z brytyjską myszą!

Dokładnie dwa miesiące później, Pakistan, dzień mojego ślubu. Uroczystość miała odbyć się wieczorem, więc B. jak zwykle poszedł do pracy, a ja spędziłam dzień przygotowując dla moich uczniów notatki z lekcji . Niezbyt to ekscytujący sposób na spędzenie tego wyjątkowego dnia, ale pomógł mi się skupić i nie dopuścić do tego, żeby ogarnęło mnie zdenerwowanie, bo mimo, że było to raczej skromnie wydarzenie,  to w końcu przecież ślub! Późnym popołudniem postanawiam zacząć się szykować, idę do łazienki wziąć prysznic a tu…nie ma wody! Gorączkowo sprawdzam wszystkie krany, ale na próżno. Nie pojawia się ani jedna, mizerna kropla. Po pół godzinie próbuję znowu – i nic. Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Przerwy w dostawie prądu, owszem, ale nigdy nie odcięli wody! Oczywiście zaczynam panikować, piszę do B., dzwonię do B., a ten nie odbiera! Zawsze odbiera od razu, albo odpisuje, więc wydaje mi się to dziwne. Życie histeryczki nie jest łatwe – od razu załączają mi się najczarniejsze scenariusze i przekonuję samą siebie, że na pewno wydarzyło się coś strasznego. Piszę do siostry i okazuje się, że jakimś pokręconym i makabrycznym zbiegiem okoliczności prawie pięć tysięcy kilometrów dalej też akurat nie ma wody. Przyznaję, że sytuacja jest tak ironiczna, że zaczynam się nawet śmiać. Nie chodzi tu nawet o brak wody, o nie! Jesteśmy przezornymi ludzi i mamy zapas 200 litrów wody na wypadek trzęsienia ziemi, wojny, albo jak się okazuje…braku wody w dniu ślubu. Ale co z tego, jak nie mam ani wanny, ani brodzika (może pamiętacie, że mam tutaj tzw. pokoje kąpielowe), albo nawet dużej miski, bo nigdy nam nie było potrzebna. Poza tym, przytłacza mnie poczucie jakiej gorzkiej ironii losu i w całej tej histerii nie jestem w stanie racjonalnie myśleć. W skrócie: okazało się, że B. był na spotkaniu, ślub spokojnie przełożono o kilka godzin, a mnie udało się porządnie przygotować. Odziani w swoje najlepsze ubrania, wyruszyliśmy do miejsca zaślubin w specjalnie przygotowanym do tego aucie.

Dopiero jak dotarliśmy na miejsce, zaczęły się prawdziwe nerwy. Było tam już około 10-12 osób, z których znałam tylko 2 i trochę mnie to onieśmieliło. Dzięki Bogu, większość ludzi mówi całkiem dobrze po angielsku, więc był czas na chwilę niezobowiązującej rozmowy, co mnie na moment uspokoiło, ale nerwy te wróciły z podwójną siłą, jak tylko rozpoczęła się część oficjalna. Kilka razy musiałam się skupić na tym, żeby kontrolować swoje drżące kolana! Nie wiedziałam też gdzie podziać wzrok, bo na Zachodzie należy patrzeć się na rozmówcę, a tutaj wręcz przeciwnie – przynajmniej w formalnych sytuacjach rozmawiając z płcią przeciwną należy spuścić wzrok, co jest przejawem skromności.

Uroczystość miała miejsce w Urdu, ale wiedziałam co będzie mówione, bo się wcześniej przygotowałam. B. przyjął podwójną rolę – pana młodego i tłumacza. Cała ceremonia jest raczej krótka i nieskomplikowana. Składają się na nią następujące elementy:

  1. Potwierdzenie obopólnej zgody państwa młodych – pada pytanie, czy zawiera się związek z wolnej woli.
  2. Obecność dwóch dorosłych świadków przy zdrowych zmysłach – mieliśmy chyba siedmiu.
  3. Mahr – posag, który pan młody musi podarować pannie młodej (tak, tak, przeczytaliście prawidłowo, działa to właśnie w tym kierunku) – są to z reguły pieniądze, tak jak w naszym przypadku.
  4. Przedstawia się prawa i obowiązki małżonków.

Na koniec miało miejsce podpisanie wypełnionych wcześniej formularzy aktu małżeńskiego i tak naprawdę to wszystko. Cała ceremonia trwała może 15-20 minut, a może nawet krócej (można ją podobno nawet przeprowadzić w 5 minut!), ale w takich sytuacjach czas się z reguły dłuży. Poza tym przez sam fakt, że wszystko było tłumaczone, no i tak naprawdę miały miejsce jednocześnie nie jedna, a dwie uroczystości, bo jednocześnie przeszłam na islam (o czym w następnym poście), trwało to trochę dłużej niż zwykle.

Później były kwiaty, ciasto, drobne prezenty i kolacja dla wszystkich. W niecałe dwie godziny byliśmy już w domu. Niby nic się nie zmieniło, ale zmieniło się wszystko. Trudno jest to wyjaśnić, jest to nienamacalne, ale czuję, że jakaś niewyjaśniona świętość pojawiła się w tym związku…

Jak więc widzicie, nasza uroczystość może i była skromna, ale nie zamieniłabym jej na żadną inną. Bardzo różniła się od tutejszych ślubów, albo w ogóle od tradycyjnych ślubów, ale nam daleko przecież do tradycyjnej pary. Poza tym, zawsze chyba w głębi duszy miałam takie przekonanie, że jeśli już wezmę ślub, to będzie on mało konwencjonalny. Niedawno dopiero też odkryłam, że Prorok Muhammad  (pokój z nim) twierdził, że skromne śluby, to najlepsze śluby: “Najlepszy ślub to taki, który nie wymaga wielu zachodu i wydatków”. Tak było właśnie w naszym przypadku.

 

 

 

 

 

One comment

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s